Oj Deedlith, bardzo kreatywna jesteś ostatnio, jeśli chodzi o tematy
Nie czuję się dzisiaj najlepiej, ale postaram się pokrótce przedstawić moje poglądy:
Brak charakteru u Linka to pikuś w porównaniu z takimi bohaterami jak Gordon Freeman, ale bywa wkurzający. W każdym razie sugeruję zagrać w Half-Life 2 - całą grę obserwujemy oczami Dr. Gordona Freemana, który nie wypowiada ani jednego słówka, ani nie wydaje żadnego okrzyku. Ba, jego twarz można zobaczyć jedynie na paru oficjalnych artworkach i jednym zdjęciu w grze. Nie ma ani jednej cut-scenki, czasami jedynie Gordon nie może się ruszać (gdy jest unieruchomiony, związany, trzymany przez stalowe kleszcze itp) i rozglądać się jedynie. Ogólnie Freeman nie ma nic do powiedzenia, wciąż milczy i robi to, co mu się każe. I to jest wkurzające. Czasami ma się taką chęć powiedzieć komuś prosto w twarz "wal się!", ale nie, doktorek uparcie milczy i musimy wykonywać polecenia. To dopiero jest wkurzające!!
Teraz pora na porównanie do dwóch innych gier - Hype: The Time Quest i I-Ninja. Pierwsza polega na przemierzaniu świata z... klocków Hasbro, jako równie klockowy rycerz Hype. Ten dzielny wojak przez całą grę powiedział równo dwie kwestie - na początku i pod koniec gry. Ogólnie bohater odzywa się w grze dwa razy, rzucając po jednym zdaniu. I po co to komu? Tylko wkurza, mogliby sobie to darować xD
I-Ninja jest to wypełniona czarnym humorem dynamiczna platformówko-rąbanka, w której siejemy zniszczenie jako mały, karykaturalny Ninja, siekący na plasterki mnóstwo równie karykaturalnych wrogów. Ta gra mnie bardzo zaskoczyła - bohater przemawiał jedynie w następujących momentach: na paru krótkich cut-scenkach (jakieś pięć - sześć razy, ale nie pamiętam), podczas wyboru misji (pojawia się duch nieumyślnie zabitego przez Ninję Senseia i pyta, czy aby na pewno chce udać się na tą misję - Ninja odpowiada, że tak ("Yeah, I'll go, you stay here and try not to die again") lub nie ("You crazy fool!"), oraz czasami rzuca swoje komentarze podczas krojenia przeciwników, typu: "Feel my steel!", "Coming through!", "Oops, was that your head?"
Biorąc pod uwagę trzy wymienione wyżej tytuły... Myślę, że Linka można by podpiąć pod przykład numer 3, czyli I-Ninję. Gdyby od czasu do czasu coś powiedział, miał jakiś charakter (niekoniecznie tak sarkastyczny jak Ninja, powinien raczej być taki rycersko szlachetny. Byle nie nudny i sztywny), potrafił komentować różne wydarzenia (Uwaga, wyobraźcie sobie jakiegoś bossa, który wychyla swoją olbrzymią paszczę w stronę Linka i ryczy mu prosto w twarz - co w takiej sytuacji pomyślałby nasz hero? "Jeez, stary, ale ci jedzie z pyska!"

. Albo pomyślcie o OoT - tam w Linka maślanymi oczami wpatrywały się trzy dziewoje - Malon, Saria i Zelda. W takiej sytuacji nie obraziłbym się, gdyby można było usłyszeć myśli zielonego bohatera, który to zastanawiałby się, która to najlepszy wybór
Podobnie było z Księciem w Prince of Persia: Sands of Time. Wciąż głośno rozmyślał, czy powinien ożenić się z towarzyszącą mu tajemniczą Farah), to mogłoby to wpłynąć na całą rozgrywkę tylko w pozytywny sposób.
Jedno jest pewne - Nintendo powinno pójść z duchem czasu i wprowadzić do Zeldy voice-acting. W TP mieliśmy już postaci poruszające ustami, wydające różne odgłosy, jak westchnienia, ziewanie itp, ale wciąż nic nie mówiły (chyba że zaliczyć bełkotanie Midny), co w momentami raziło w oczy. Następnym krokiem w ewolucji serii Zelda powinien być voice acting... A gdy dostaniemy głosy aktorów, bohater-niemowa może być wkurzający, jak dr. Freeman. Dlatego właśnie jestem absolutnie za zrobieniem z Linka bohatera z charakterem... i głosem!!